piątek, 7 marca 2014

Prolog

                 Co noc, sprawdza się klątwa, co noc przeradzam się w tą obrzydliwą poczwarę, co noc muszę kogoś zabić,  aby zdusić moje pragnienie... a najgorsze jest w tym to, że nie mogę tego zatrzymać, ani kontrolować....
                 Jestem Aileen Shaw i jestem zwykłą nastolatką, no prawie zwykłą... Rzucono na mnie klątwę, przez którą, co noc staję się telepatycznym wampirem, tak, dokładnie, muszę zdobywać energię, tak jak wampir krew, tylko że energię, a do jej zdobycia muszę zaatakować ludzi... Jestem mordercą, ale nie umiem inaczej przeżyć...
             A jak to się stało że mam tą klątwę? ....  
To było 5 lat temu, w lato, tak na początku lipca, byłam na wakacjach z rodzicami, poszliśmy się przejść trochę po lesie... Gdy tak chodziliśmy zobaczyliśmy, że w oddali jest jakiś zamek, postanowiliśmy zwiedzić go, ale gdy do niego weszliśmy, ktoś zaczął strzelać, jakąś zieloną masą... Trafiła w moją mamę, rozsypała się w pył, potem w tatę i też się rozsypał, wtedy stanęła przed mną jakaś kobieta, była wysoka, miała zielone, długie włosy i zieloną, przylegającą do ciała sukienke. Ja nie miałam odwagi się ruszyć, więc wydusiłam z siebie tylko:
 - Kim jesteś? Proszę nie zabijaj mnie - ona tylko zaparskała i powiedziała:
 - Jestem Samaria Monu Zhanshi - wojowniczą czarownicą, znam wszystkie zaklęcia, klątwy, ale jestem też najgroźniejszą wojowniczką na świecie... Mam cię nie zabijać, czemu mam tego nie robić? Weszłaś na moje terytorium
- Przepraszam, nie wiedziałam, że to czyjś zamek, chciałam tylko pozwiedzać - zaczęły moje oczy zalewać się łzami 
- Chciałaś pozwiedzać? No proszę, pozwiedzaj sobie, śmiało - Samaria zaczęła się śmiać, a ja nie wiedziałam, czy się ruszyć czy stać w miejscu. Postanowiłam pozostać tu. 
Samaria: - To jeżeli nie chcesz zwiedzać, to muszę rzucić na ciebie klątwę ! Hahahahahahahaha - wystrzeliła jakiś laser w moją stronę, próbowałam omijać, odbijać lustrem stojącym obok, na marnę, trafiła we mnie!!! 
Czułam, jakby mi się w zęby coś w bijało, a z pleców zaczęło mi coś wyrastać :
- Co mi zrobiłaś ?!
- Hahahahaah Zamieniłam Cię w ciekawe stworzenie - telepatycznego wampira, żeby przeżyć muszisz zdobyć energię a to na twoich plecach, to są skrzydła... jakbyś nie wiedziała.... Hahahahahaha !!! A teraz uciekaj stąd, za nim nie zamienię cię w coś gorszego... Hahahaha!! - uciekałam ile miałam sił w nogach, najdalej jak się da, abym tylko nie widziała tego koszmarnego zamku.... W końcu potknęłam  się o jakiś kamień i upadłam na ziemię... Mama, tata... oni nie żyją, nieee, jestem sama, co ja teraz z robię... O matko, jak ja wyglądam ?! Ja mam skrzydła !!! Nagle zaczęłam się wznosić w górę i lecieć nad lasem...  
       Jak ja się uniosłam?! Jak się lata?! Boże, mam nadzieję że to zły, koszmarny, najgorszy na świecie sen! Przecież to wszystko jest niemożliwe, nie istnieje magia, nie istnieją ludzie ze skrzydłami, nie istnieje ta cała Samaria Monu Zhanshi, to jest NIEMOŻLIWE. Może się uszczypnę i się obudzę.... Auć, nie to jednak nie sen, więc jak to jest możliwe, co ja mam teraz zrobić? Może polecę do domu, tylko w którą to stronę?! 
  Zaraz, zaraz co to za zapach?! Taki słodki, taki kuszący... Od razu zaczęłam tam się kierować, czułam, potrzebę skosztowania tego co tak pięknie pachnie, kiedy już jestem patrze, że to coś się rusza, to jakieś zwierzę, ląduje na ziemię i bięgnę za nim ile mi sił w nogach, doganiam sarne, i rzucam się na nią, rozszarpuje i wysysam całą krew... ahhh, co za rozkosz, tego mi było trzeba....